Red River 4 – sprawozdanie

Moderator: ROGI

Red River 4 – sprawozdanie

Postprzez Mendi » Wt maja 15, 2012 1:49 pm

W dniach 12-13.05 w okolicach Białej Podlaski odbyła się 4 edycja imprezy milsimowej pod nazwą Red River. Ekipa z Koalicji PFASG w składzie: Rogi, Halik, Moro, Bomber i Mendi (ja) wybrała się na tą imprezę. Wyruszyliśmy z piątek wieczorem z drobną obsuwą, dojazd – ok. 350km, zajął nam coś około 6 godzin, całą drogę twardo prowadził Halik. Na miejsce dotarliśmy po 2 nad ranem, parking był w ogrodzonym sadzie na skraju wioski. Rozłożyliśmy karimaty, hamaki, śpiwory i uderzyliśmy w kimę. Noc była ciepła, bezwietrzna, bezchmurna – spało się nieźle, dokuczały jedynie komary i wrzaski ptaków nocnych – jeden darł się jak ptaszysko zwane Stefanem z bajki „Odlot”…

Pobudka o 6:00 – nie wiem czemu i po co, ale tak ludzie wstawali, zamiast się porządnie wyspać, bo odprawa miała być o 10:00 a start o 12:00. Dalej standardowo – papu, siuru, ogarnięcie szpeju, zapoznanie się z terenem i innymi przyjezdnymi. Okazało się że ogrodzony sad, jest częścią większego gospodarstwa agroturystycznego – była tam stadnina koni, wybiegi, miejsca na grillowanie, kilka budynków gosp., altany i inne podobne, a także mini park linowy. A i wyjaśniło się co się darło w nocy - to nie był Stefan, to były pawie hodowane przy stadninie ;]

Miał być to milsim, ale wyszło znów jak piknik – była jakieś tam podlaskie stowarzyszenia pro-militarne, Strzelec, harcerze itp. Najbardziej cieszyła – zawłaszcza mnie, możliwość pomacania sobie kilkunastu egzemplarzy broni ostrej, które przywiózł gość prowadzący strzelnicę. Można było bez problemów przeładować, strzelić na pusto, poobzierać, zmienić maga, porobić foty. Sam instruktor wskazywał błędy w postawach strzeleckich i zapraszał na strzelnicę ;p

Fotki https://picasaweb.google.com/1039946459 ... 1213052012

Rozpoczęło się z lekką obsuwą czasową, około 13:00. Na odprawie było ok. 70-80 ludzi, scenariusz był prosty, za prosty, wręcz debilny w swej prostocie – ekipa „24” w liczbie 8 chłopa, porwała 2 reporterki (ładną czarnule z ogromnym, przyjemnym dla oka dużym C+, oraz jej jakomś takom chudom, brzydką i skrzywioną koleżankę). Wywieziono ich w teren działań samochodem, a reszta ludzi, w sensie coś ok. 70 luda, miała znaleźć reporterki i je odeskortować do bazy lub wskazać miejsce przetrzymywania orgom. Ekipy radośnie wyruszyły w kierunku lasu – teren działań rozpoczynał się ok. 1km od obozu i było to jakieś 8km na 6km, były to lasy iglaste, mieszane, teren płaski, głównie piaski, trochę torfu i bagien. Każda ekipa mogła działać samodzielnie, mogła nawiązać współprace z inną ekipą lub rzeźbić wszystko i wszystkich dookoła. Największą ekipą była FIA – ponad 30 stylizowanych Niemców. Tuż przed wymarszem, dotąd słoneczna i ciepła pogoda zmieniła się na zimno, szaro, mokro i wietrznie, a później było już tylko zimniej i bardziej mokro…

ZASADY:
Tu, naszym zdaniem, orgowie dali najbardziej dupy - zasad nie odczytano, było ich niewiele jak na milsim. Zasady trafień były proste – trafienie w cokolwiek eliminuje gracza, do tego wprowadzono system kart medycznych – których oczywiście nie dostarczono ani o nich wcześniej nie wspomniano, trzeba było prowizorkę robić. Wylosowanie rany wymagało jej obandażowania, można było KIA wylosować od razu. Drugie trafienie, po opatrzeniu, to było zawsze KIA, które eliminowało całkowicie z rozgrywki.
Nie było żadnych limitów czy ograniczeń co do magów i ilości amunicji, Bomber usłyszał od zapytanego orga, że może sobie wziąć tysiąc kulek, albo najlepiej dwa tysiące…

Teren gry był ogromny, prawie 50km kwadratowych, w sobotę do późnych godzin wieczornych, przedzierając się ostrożnie przez las, nie napotkaliśmy innych ekip. Dopiero ok. 19 nawiązaliśmy łączność radiową z dwoma innymi ekipami, a po połączeniu – dosyć długim i nieufnym, nasz stan osobowy wzrósł do 16 osób. Las liściasty był bardzo gęsty, leszczyna zarosła niemal wszystko, więc po zapadnięciu całkowitego zmroku , ok. godz. 22, zajęliśmy turystyczne miejsce biwakowe, by przespać się do świtu i ruszyć na dalsze poszukiwania reporterek. Rozmieściliśmy czujki wzdłuż drogi i przy wejściu na biwak, a następnie próbowaliśmy się przespać. No właśnie – próbowaliśmy, bo przemoczone mundury i buty, oraz brak śpiworów (które zostawiliśmy w aucie) raczej nie ułatwiały zadania. O 2 nad ranem, większa cześć ludzi, przemarznięta do granic możliwości skupiła się wokół ogniska, będącego ostatnią deską ratunku. Wędzone na kiju skarpetki, dymiące się i przytopione buty, czapki na patyku – ot krajobraz przy ognisku. Przemęczyliśmy tak do świtu, po czym zjedliśmy, wymieniliśmy z dowódcami pozostałych ekip wiadomości na temat przeczesania terenu i ruszyliśmy w las na dalsze poszukiwania. W trakcie ok. 10km patrolu, w szyku ubezpieczonym, napotkaliśmy jeszcze 2 inne ekipy – po okazaniu identyfikatorów, wśród luf replik wycelowanych w siebie nawzajem, dowódcy spotykających się ekip wymieniali uprzejmości i informacje. Klimat był fajny, w marszu zrobiło się cieplej i morale wzrosło, niestety nie znaleźliśmy śladu poszukiwanych.
Ok. godz. 11 wyruszyliśmy w drogę powrotną do miejsca biwakowego, gdzie została część ludzi i sprzętu, a stamtąd ruszyliśmy w kierunku wioski Arabów (współrzędne miała jedna z innych ekip), gdzie dotarliśmy przed 13, czyli kilka minut przed końcem imprezy. Stamtąd do parkingu było jeszcze 2,3km.

Nie wiemy dokładnie z jakim wynikiem zakończyła się impreza, bo zwyczajnie olaliśmy artystyczną cześć końcową wystawianą na scenie. Zostaliśmy w sadzie przy aucie, gdzie ogarnęliśmy sprzęt, zjedliśmy coś ciepłego i zbieraliśmy się do drogi.

OCENA IMPREZY:
Moja ocena jest chyba bardziej subiektywna niż reszty ekipy, aczkolwiek kilku chłopaków z innych ekip podzielało moje zdanie – powiem wprost, nie podobało mi się, ba powiem więcej – było ciulowo, mizernie i do d*py. Może wypunktuje minusy i plusy dla pojaśnienia.
Minusy:
- nazwę MILSIM należałoby usunąć z plakatu imprezy, nie miało to z taką grą prawie nic wspólnego,
- to o czym już pisałem: brak limitów amunicji i jasno określonych zasad, przez co kto chciał to najpierw pytał - później strzelał, ale z tego co się dowiedzieliśmy, w pobliżu wioski to najpierw strzelano i to gęsto,
- nie wykorzystano potencjału i wielkości terenu: okazało się że wioska, zadania i ukryci porywacze były skupione bardzo blisko siebie, do 3km od parkingu,
- scenariusz był niedopracowany, liniowy i w gruncie rzeczy pozbawiony sensu, a wystarczyło dać każdej drużynie kopertę z jakimś zadaniem w danym sektorze, wymusiłoby to dojście w dane miejsce i jakieś konkretne działania,
- nie mam pojęcia na co było to wpisowe 45zet, bo nie zapewniono nic oprócz parkingu i identyfikatorów.

Plusy: cóż, ciężko powiedzieć o plusach samej imprezy, wynikły one raczej z chęci własnych i ludzi towarzyszących nam:
- mięliśmy łącznie coś ok. 15km marszu, podczas którego dowódca w osobie Rogiego, robił to co chcieliśmy zrobić od kilku miechów – czyli trening dla Koalicjantów mający na celu wybranie najlepszych, ujednolicenie i poćwiczenie taktyk, znaków, zasad poruszania się w formacjach i innych dupereli, które poszczególne ekipy nie robią lub robią inaczej. Nie obyło się bez narzekań i zgrzytów, ale Rogi nas nie pozabijał i nie zakopał w lesie, tak że musiało być znośnie.
W programie mieliśmy:
a. orientację w terenie na zasadzie mapy, kompasu i czasem gps (zwłaszcza że dostarczona przez orgów mapa była stara, nieczytelna i w złej skali),
b. wyznaczanie azymutów, stosowanie dwukroku do wyznaczania odległości,
c. znaki i marsz w formacjach (kolumna, szachownica, sierżant, tyraliera),
d. rotacja ludzi na stanowiskach w formacjach marszowych – czyli każdy miał możliwość być na szpicy, ubezpieczać czy być ogonkiem,
e. metody maskowania sprzętu w warunkach leśnych,
f. testowanie różnego sprzętu pod kątem wygody i funkcjonalności.

- poznaliśmy kilku fajnych ludzi, , bo nic tak przecież nie zbliża jak wspólna niedola ;p miedzy innymi był snajper-konstruktor, który biegał z mosinem homemade z mocą działa orbitalnego,
- znamy teraz fajne hasło do wywoływania: Chomik!
- pomacaliśmy ostre pierwowzory naszych replik.
"Ręce które beczą" - tuning, naprawa replik.
Obrazek

That's me - Mendi
Avatar użytkownika
Mendi
Moderator
 
Posty: 2614
Dołączył(a): Wt cze 13, 2006 3:02 pm
Lokalizacja: Jarosław
Ekipa: Madness

Re: Red River 4 – sprawozdanie

Postprzez Randall » Wt maja 15, 2012 5:19 pm

z tego co pamiętam to z FIA w Flashpoincie we flactarnie biegali tylko KMista i Członek załogi - reszta miała mundury szwajcarskopodobne ;P. Ale widzę, ze to była klapa. trochę się egoistycznie cieszę, bo może Mendi z tego powodu zorganizuje jakiegoś zajebistego Milsima ;)
"Ło kur*a! Aś mnie najadł" - Mołgoł.
Obrazek
Avatar użytkownika
Randall
Aktywny Forumowicz
 
Posty: 1245
Dołączył(a): N lis 04, 2007 4:20 pm
Lokalizacja: Rzeszów

Re: Red River 4 – sprawozdanie

Postprzez Mendi » Wt maja 15, 2012 9:08 pm

a żebyście wiedzieli że coś wysmarujemy w tym roku i będziemy starać się by było wszystko to czego nam na innych imprezach brakowało.
"Ręce które beczą" - tuning, naprawa replik.
Obrazek

That's me - Mendi
Avatar użytkownika
Mendi
Moderator
 
Posty: 2614
Dołączył(a): Wt cze 13, 2006 3:02 pm
Lokalizacja: Jarosław
Ekipa: Madness

Re: Red River 4 – sprawozdanie

Postprzez Randall » Wt maja 15, 2012 9:53 pm

Mendi ja tylko na to czekam od ostatniej Alphy *-*
"Ło kur*a! Aś mnie najadł" - Mołgoł.
Obrazek
Avatar użytkownika
Randall
Aktywny Forumowicz
 
Posty: 1245
Dołączył(a): N lis 04, 2007 4:20 pm
Lokalizacja: Rzeszów

Red River 4 – sprawozdanie

Postprzez ROGI » Śr maja 16, 2012 5:12 pm

Odrobinka danych z mojej strony pod kątem nie tyle imprezy co samego wypadu już w czasie planowanego scenariusza tych przysłowiowych "24h"

Otóż pod kątem logistycznym, scenariuszowym impreza była jak dało się zauważyć pozostawiona samym graczom, tzw "spacer z kulkami po lesie" jak usłyszałem od zapoznanych grup terenowych których defakto pewnie byśmy nie poznali przedzierając się przez te ok 50 km2 gęstwiny krzaków, sosny, itp kilka oddziałów skupiło się na przeszukiwaniu terenu pod kątem 10 osób które przepadły w gęstwinie. Brak kilku podstawowych rzeszy z jakich ogólnie symulacja militarna powinna zawierać

Dowództwa [ podziału zadać] - jak posłyszano wcześniejszą ARMIĄ RR3 dowodził "wariat" stosujący rzdzieckie taktyki zdobywania przewagi na polu walki, "całość tylarierą w kierunku wroga" to też postanowiono odpuścić oraganizowania jakiego kolwiek centrum dowodzenia. Po prostu całość poszła sobie na spacer w giwerkami.

>>>>>>>>>>>>>>>>>

Skupmy się teraz na samym fakcie dla którego pojechaliśmy tam tj, postrzelać, obadać sprzęt ostry co w gruncie rzeczy nie było planowane jedank było miłym aspektem przeciągającej się odprawy tj. przedstawianie zarządu, org, grup bojowych biorących udział w grze, rozdanie map nad których biorąc pod uwagę rozległość terenu oraz moc Wku można było się choć zatoszczyć o wprowadzenie jakiejś siatki abc - 123. Masakraaaa. ot co. Jednak 50 km2 czystego lasu wymaga choćby tego elemetu, o siatce z współrzędnymi geo już nikt nie rząda.

Dzień pierwszy - bużliwe wybieranie dowódcy, ja nie chce bo to, ten nie chce bo tamto,,, oraz czy wogóle spędzimy w nim dłużej czasu a niżeli do wieczora, miło i fajnie się maszerowało deszczyk grandzi po kszaczorach i w butach. Całość w spinie nie chce paść , przestrzeliwanie giwer na pniakach jakby nie było czasu od 6 nad ranem. W sumie to przestrzeliwanie trwało cały boży dzień, czy to na przed, w trakcie czy po każdy chciał wysiać tych kilka kulek w kogo kolwiek już nawet padała koncepcja coby swoich doj...bać tak na koniec dnia.

Początek zadań rozpoczął się marszem ubezpieczonym, w wyznaczony rejon rozpoczęcia włąsnej historyjki obrazkowej pod tytułem "jestemy w lesie." i musze powiedzieć iż było bardzo miło, "Im dalej w las tym więcej drzew" elemety z jakimi próbowaliśmy sobie poradzić to maskowanie cześciowe co prawda ale i tego się nie chciało, bo szaro -a w wz się doskonale kamufluje mokro - bo pada i zima tak z 15 stopni. No nic dodać nic ując, dla ludzi to próba zmierzenia się z własnym sobą, terenem i aurą która nie rozpieszczała. Jednak uratowała siedzenie bo w tych konkretnie warunkach w słońcu ot tak plus 26 mogło by być różnie.

Kolejne manewry wychodziły po kótkich omówieniach tematu płynnie, drobne poprawki omówienia niejasności prowadziły do bardzo ciwkawie przeprowadzonych przerw w marszu, wyjść z okrężnej, zmian formacji szyku,. Nie obyło się rzecz jasna bez inwencji twórczej mającej na celu zdezorientowanie własnych ludzi. takie chwilowe wtf. :D .
Topografia którą prawie każdy miał okazję liznąć okazała się nie taka łatwa, jakieś kułka się zrobiło, zmieniło kierunek marszu wpakowało przy okazji na własne oddziały grupy FMJ oraz kilku dodatkowych dziadków leśnych.
Jak wszystko za dnia szło dobrze tak bliżej nocy i w nocy już zlewka, gdybanie czy nas zabiją na spaniu czy też nie zostało potraktowane jako żart, " a kto nas znajdzie" idziemy w kime, jak też postanowiono tak zrobiono, i nikt się nie przejmował wartami ochroną itp. miło, ciepło ogniskowo porakładano wszystko co było możliwe aby przetrwać noc choć i tego było za mało. nogi i palce jak rogi sztywniały z zimna, nie pomogły uber wypas skarpety po 45 za pare.

Dzień 2 Nd. wstawać powstańcy, temat wyruszenia o 4 rano rzecz jasna upadł, wyspać się trza, zjeść, pinkina przywalić, posiać kilka kulek. Obadać giwerki kolegów [SCAR GFC bajka :D] normalnie sielanka. Ruszamy w teren jakoś o 09:00 i już wszysto co było przekazane w dniu wcześniejszym "poszło w las" odległości,okrężna, szyk, gadanie, jęczenie, własne skróty przez mękę. Ogólnie można powiedzieć iż teren wygrał to starcie. Zapasy jedzenia chudły a km przybywało. Wychodzi na to iż temat milsima będzie poważniej brany na przyszłość przez uczestników.



CENA PALIWA RenaultAIM mobilem [700 km / 5 osób] to koszt 250pln.
''You never know how long the battles going to be, you always have to be ready.''
"Na wojnie ten wygrywa, kto najmniej błędów popełnia"
"Jak idziesz przez piekło, to się nie zatrzymuj "
That's me - ROGI
Avatar użytkownika
ROGI
Aktywny Forumowicz
 
Posty: 1319
Dołączył(a): Cz sie 26, 2010 3:59 pm
Lokalizacja: RRS, RZE
Ekipa: AIM Rzeszów

Re: Red River 4 – sprawozdanie

Postprzez ROGI » So maja 19, 2012 4:36 pm

Chołek - FMJ napisał(a):AAR

Ogólne:
1. Pogoda - dopisała - przelotne opady temperatura powietrza 12-18st.C., poszycie lasu wilgonte -wymagane stosowanie goretex.
2. Teren: powierzchnia ok 40km2, las o zróżnicowanym stopniu zalesienia, raczej gęsty, poprzedzielany sporą ilością polan i szkółek

Organizacja:
1. Org włożył minimum pracy w zorganizowanie spotkania, scenariusz polegający na złap mnie jesli potrafisz niewypalił głównie z powodu zbyt wielkiego obszaru poszukiwań

Nasze działania:

Dzień pierwszy
1. Wymarsz z parkingu w pełnym oporządzeniu - dystans do lasu ok.1,2km poruszamy się wzdłuż lini wysokiego napięcia, którą przyjęliśmy jako istotny element odniesienia na mapie. W trakcie patrolu słyszymy odgłos silnika pojazdu i trzaskanie drzwiami. Wysłany patrol potwierdza zlokalizowanie niezidentyfikowanych ludzi i elementów zabudowy

2. Napotkaliśmy jako pierwsi osadę arabskich wieśniaków, dokonaliśmy przeszukań, kontroli osobistej w celu wykrycia broni - bez efektów. Po dokonaniu przesłuchania i uzyskaniu informacji na temat ruchu przeciwnika - terrorystów, opuszczamy wioskę w celu dalszej jej obserwacji i sprawdzenia otrzymanych wiadomości (mapa z naniesionym miejscem gdzie coś wieśniacy widzieli)

3. W trakcie opuszczania wioski dochodzi do kontaktu z oddziałem GROTA, ponieważ zasady gry wymuszają identyfikację przeciwnika, aby uniknąć friendly fire za pomocą legitymacji potwierdzamy fakt, że obie napotkane strony to sojusznicy. Zostaje podjęta decyzja o współpracy obu oddziałów. Jest nas już 8, jeden z Grota wcześniej dostał kulką w plecy i opuścił grę.

4. Oddział Grot udaje się w kierunku osady. Ma także zrewidować wieśniaków, po czym udać się po szpej, aby dalej z nami przeszukać wskazany na mapie przez arabów punkt. Czekamy blisko 1,5h, kontakt radiowy trudny. Osadnicy spora hałasują – zapewne chcą zwabić do nich jak najwięcej oddziałów. W końcu udaje się nawiązać kontakt i wraz z RTO Grota udajemy się w kierunku spotkania z resztą jego oddziału. Napotykamy oddziały FIA, które po identyfikacji nie chcą się do nas przyłączyć. Idziemy dalej - jakieś 1,5km z pełnym szpejem przelatujemy w 30 min.

5. Kolejny kontakt, także z sojusznikami. Dochodzi do wymiany informacji, kto gdzie i co zrobił. Grupa Grota ma wyraźne tenedencje to samodzielnego działania. Łączymy się z grupą Rogiego (5 ludzi) z PFASG. Decydujemy o rozbiciu bazy oraz zaprzestaniu działań nocnych. Grot oddziela się od nas i idzie obserwować osadę, później o 4.30 melduje, że nic się nie dzieje.

6. W bazie łączymy się z 3 kolejnymi wolnymi strzelcami, w sumie w obozie przebywać będzie 14 luf. Rozpalamy ognisko, jest mokro, spożywamy posiłek, rozbijamy namioty i w kimono

Dzień drugi
1. Pobudka 5,15 jest zimno choć słonecznie temperatura +/- 8st.C, śniadanie, złożenie namiotów i wymarsz ok. 6.45 idziemy sprawdzić zaznaczony "X'. Część szpeju zostaje w bazie pilnowana przez "3" przyjaciół.
2. Idziemy z oddziałem ROGIego PFASG utwardzonymi drogami ok. 4 km po drodze nawiązujemy dwa kontakty - z sojusznikami, po wymianie informacji ruszamy dalej
3. Docieramy do okolic "X" ruszamy tyralierą i czeszemy las - bez rezultatu, zapada decyzja o powrocie do bazy gdzie jesteśmu ok. godz 11.00. Przebyta odległość ok 12km.
4. Zapada decyzja o przemarszu do odkrytej wcześniej osady- 1,3km w pełnym szpeju.
5. Po dotarciu do celu okazuje się, że osada została zdradziecko zaatakowana przez FIA. Na prośbę obrońców wojsk sojuszniczych KIRTEM, zajmujemy prawą i lewą flankę w celu odparcia kolejnego ataku przetrzebionych oddziałów FIA. Jest 12.40; atak jednak nie następuje i o godz. 13 kończymy grę.

Co do naszego oddziału:
Widać zgranie w działaniach typu:
- przemarsz, przejście przez drogi, zajęcie skrzyżowań
- brak problemów z komunikacją niewerbalną
- bardzo fajnie wychodziło szybkie przechodzenie ze stanu marszu do ukrycia - tu dobrze były wybierane miejsca do maskowania
- o dziwo praca w tyralierze (przeszliśmy 600m) udała się bez wstydu
- nikt nie narzekał, był humor, koleżeństwo i chęć wykonania dobrej roboty.

Ogólnie ocena dobra+.
Jedynie mogę zwrócić uwagę na dwa elementy:
- w trakcie identyfikacji kontaku nie należy zdradzać swoich pozycji, należy pozostać w ukryciu, aż do rozkazu odwołującego stan alarmu
- musimy poćwiczyć przeszukiwanie osobiste, z naciskiem na wzajemną osłonę.

Reasumując:
- Wyprowadziliśmy kulki na spacer
- sprawdziliśmy sprzęt - i tu namioty tunelowe nie sprawdziły się
- przećwiczyliśmy wszekiego typu sytemy przemarszu..

I jeszcze jedno, należy wykazać się daleko posuniętą ostrożnością w przekazywaniu sojusznikom posiadanych przez siebie informacji na temat wroga. Im więcej możesz usłyszeć tym lepiej, ale swoje dane przekazuj na końcu.
Przesłanki do takiego myślenia:
- Działania Grota, który także dostał info o innym pkt."X" i sprawdził go SAM, my czekaliśmy na niego ok 1,5h
- FIA, które nie chciało się sprzymierzyć przeszło na drugą stronę.

pozdrawiam
Chołek

''You never know how long the battles going to be, you always have to be ready.''
"Na wojnie ten wygrywa, kto najmniej błędów popełnia"
"Jak idziesz przez piekło, to się nie zatrzymuj "
That's me - ROGI
Avatar użytkownika
ROGI
Aktywny Forumowicz
 
Posty: 1319
Dołączył(a): Cz sie 26, 2010 3:59 pm
Lokalizacja: RRS, RZE
Ekipa: AIM Rzeszów


Powrót do Sprawy ogólne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość